🦖 Filmy O Chorych Na Białaczkę

Asystent Małgorzaty Kidawy Błońskiej kilka miesięcy temu na portalu zrzutka.pl opublikował dramatyczny apel z którego wynikało, że choruje na białaczkę, a jedynym ratunkiem dla niego jest eksperymentalne leczenie w USA, którego koszt wynosi około 30 tys. zł. O pomoc dla niego apelowali liczni politycy Platformy Obywatelskiej, m.in Małgorzata Kidawa-Błońska. O białaczce wcześniej uczyłem się na studiach, znałem tę chorobę tylko z podręczników”, mówi. Trzy sepsy, zapalenie jelit, drgawki. Michał i jego żona Marta nie chcą opowiadać o szczegółach leczenia. Na razie ich to przerasta. „Nie wiem, co będzie jutro. Teraz Ania czuje się dobrze, ale tu na onkologii wszystko szybko się Ostre białaczki dzieli się na szpikowe (mieloblastyczne) i limfoblastyczne, w zależności od typu komórek, z których się wywodzą. W ostrej białaczce szpikowej rozrostowi ulegają komórki, które u zdrowych ludzi zasiedlają głównie szpik. W ostrej białaczce limfoblastycznej rozrostowi ulegają komórki z linii limfocyta, które u Warto zaznaczyć, że wytwarzane w nadmiarze granulocyty u chorych na CML są czynnościowo sprawne i zachowują swoje funkcje. Przewlekła białaczka szpikowa: czynniki ryzyka CML. Do poznanych czynników ryzyka zachorowania na przewlekłą białaczkę szpikową należą narażenie na promieniowanie jonizujące i benzen. Obecnie ziarniaki Gram-dodatnie odpowiedzialne są za około 60–80% bakteriemii u chorych na nowotwory, w tym nowotwory hematologiczne. Zakażenia u chorych na PBL wywoływane są głównie przez tlenowe bakterie Gram-dodatnie, w znacznie mniejszym stopniu przez drobnoustroje Gram-ujemne, beztlenowce, grzyby oraz drobnoustroje oportunistyczne. Przepisy nie różnicują uprawnień do zasiłku chorobowego i świadczenia rehabilitacyjnego od rodzaju choroby, będącej przyczyną absencji chorobowej. Przyjęte rozwiązanie, zgodnie z którym okres zasiłkowy trwa 182 dni, z możliwością uzyskania świadczenia rehabilitacyjnego na okres do 12 miesięcy, jest zasadą optymalną, zabezpieczającą interesy osób chorych – uważa Dziecko chore na białaczkę wkracza w dorosłość. Czasem kiedy nastolatek jest w trakcie leczenia, nadchodzi taki dzień, w którym na szpitalnej sali pojawia się tort z osiemnastoma świeczkami. Młody pacjent staje się pełnoletni. Formalnie nie jest już dzieckiem, tylko dorosłym. A to – teoretycznie – oznacza sporo zmian w terapii. Od maja 2021 r. działa program „Leczenie chorych na ostrą białaczkę szpikową (AML)”, w ramach którego dorośli pacjenci z nowo rozpoznaną AML, z mutacją genu FLT3 otrzymują leczenie Zamknij W ramach naszej strony stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb oraz w celach statystycznych. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Dzieci chorujące na białaczkę uzyskują istotnie niższe wyniki m.in. w zakresie: okazywania czułości niewerbalnej w celu ekspresji miłości w stosunku do matki. Natomiast w przypadku obu grup Pierwszy lek onkologiczny zorientowany na cel molekularny – imatynib (hamuje m.in. kinazę BCR-abl występującą w komórkach chorych na przewlekłą białaczkę limfatyczną z obecną anomalią pod nazwą chromosomu Philadelfia) okazał się przełomem w podejściu do problemów leczenia chorób nowotworowych. kich chorych, prawdopodobieństwo OS po 2 latach wyniosło 63% i było znamiennie większe w porów­ naniu z grupą historyczną leczoną hyper-CVAD (32%), a allo-HSCT wykonano u 50% chorych. Tabela 1. Wyniki badań klinicznych z zastosowaniem imatynibu (IM) w leczeniu I linii u chorych na ostrą bia­ łaczkę limfoblastyczną Ph + Table 1. koaG. fot. Adobe Stock, fizkes Chciałam rozstać się z Bartkiem, ale nie wiedziałam, jak to zrobić. Był dla mnie taki dobry, że nie miałam serca go ranić. Przynajmniej nie wprost… Najpierw spróbowałam sposobu „na zołzę” – krzyczałam na niego i obrażałam się o byle co, zrobiłam się opryskliwa i złośliwa. Zareagował na moje starania wielką dawką wyrozumiałości. Uch, jak mnie to wkurzało! Sięgnęłam więc po inną broń: zagłaskiwałam go na śmierć. Wisiałam na nim, obsypywałam go czułościami. Odpowiedział radosnym entuzjazmem. Miałam ochotę go udusić! Bartek to świetny facet. Inteligentny, uroczy, wrażliwy, do tego zakochany we mnie po uszy Mogliśmy gadać o wszystkim i o niczym. Potrafił mnie rozśmieszyć. Więc na czym polegał problem? Ano na tym, że się z nim nudziłam. Poza tym seks przestał być ekscytujący, a stał się tylko „fajny”. Dla mnie to za mało. Chciałam miłosnych przygód z nieznajomymi. Chciałam wolności. Bartek był moim pierwszym i jedynym chłopakiem w życiu. W każdym możliwym sensie. Pragnęłam odmiany. Czy ciekawość jest czymś złym? Czy poszukiwanie swojej życiowej drogi powinno się skończyć w wieku dwudziestu lat? Nie, nie i jeszcze raz nie! Miałam prawo się odkochać! Miałam prawo być ekstatycznie szczęśliwa, a nie letnio zadowolona. Mówiłam sobie, że muszę zakończyć nasz związek, że nie wolno mi dłużej zwodzić Bartka, bo to podłe i niesprawiedliwe wobec niego, że na to nie zasługuje, że tak będzie lepiej dla nas obojga – ale odsuwałam tę decyzję w czasie jak wizytę u dentysty. A potem wydarzyło się coś, co całkowicie zmieniło moje plany… Wiosną zaczęłam mieć dziwne bóle kości. Najbardziej bolały mnie nadgarstki Stałam się słaba i ewidentnie działo się ze mną coś złego. Badania krwi wyszły fatalnie. Zrobiono mi punkcję szpiku kostnego. Diagnoza: ostra białaczka limfoblastyczna. Siedemdziesiąt procent szans na wyleczenie. Dużo. I zdecydowanie za mało, żeby uciszyć strach. Śmierć przestała być abstrakcją, a stała się realną możliwością. Ruszyły kroplówki z chemią; wymiotowałam, wypadały mi włosy. A Bartek cały czas był przy mnie. Trzymał za rękę, głaskał po twarzy, powtarzał, że wszystko będzie dobrze, całował sińce, które miałam na rękach po wkłuciach do żył. Stał obok niezłomny jak skała, kiedy robiono mi kolejne punkcje szpiku. Jego twarz była ostatnim, co widziałam, odpływając w stan nieświadomości po znieczuleniu, i pierwszym, co widziałam po przebudzeniu z narkotycznego snu… Wzięliśmy ślub w szpitalnej kaplicy. To był jego pomysł. Zgodziłam się, ponieważ było mi wszystko jedno. Chciałam mu się jakoś odwdzięczyć za jego dobroć. Myślałam: może z tego nie wyjdę, niech więc zostanie mu po mnie chociaż obrączka i wspomnienie, że byłam jego żoną. Wesele w szpitalnej restauracji okazało się męczarnią. Walczyłam z mdłościami i zawrotami głowy. Więc mój świeżo upieczony mąż przeprosił gości, wziął mnie na ręce i zaniósł do szpitalnego pokoju. Anioł, nie człowiek. Zawsze wiedział, kiedy potrzebuję pomocy, i zawsze mi ją zapewniał. Dzień po ślubie ogoliłam głowę na łyso. Nie było innego wyjścia, włosy wypadały mi w zastraszającym tempie. Patrzyłam na swój warkocz leżący na podłodze i zupełnie nie przejmowałam się jego utratą. Cóż znaczy brak włosów w obliczu możliwości braku… istnienia? Nic. Ciężka choroba zmienia wszystko. Wyrywa z normalnego trybu życia. Zmusza do odłożenia na bok nauki, imprez, podróży, marzeń. Weryfikuje przyjaźnie. Na początku dostawałam od znajomych mnóstwo słów wsparcia i życzeń powrotu do zdrowia. Dzwonili, pisali, odwiedzali mnie w szpitalu. Jednak z czasem zniknęli. Cudze cierpienie jest krępujące, przykre i dołujące. Widziałam, że koleżanki ze studiów nie mają pojęcia, o czym ze mną rozmawiać. Opowiadały mi o swoich sprawach z zakłopotaniem, jakby to, że one żyją normalnie, a ja nie, było czymś niestosownym. Pytały o moje wyniki badań, spuszczając przy tym wzrok i wyraźnie bojąc się usłyszeć prawdziwą odpowiedź. W końcu przestały przychodzić. A ja tak bardzo potrzebowałam wtedy kontaktu z innymi ludźmi, zdrowymi! Została przy mnie rodzina, jedna przyjaciółka – Basia, no i niezawodny Bartek Zwolnił się z pracy, żeby spędzać ze mną każdą wolną od zabiegów chwilę. Był programistą i stać go było na zrobienie sobie przerwy. Żył z oszczędności i dorywczych zleceń. Gotował dla mnie dietetyczne posiłki, ponieważ szpitalna kuchnia mi nie smakowała, a kupne dania były w większości za ciężkie dla mojej storturowanej lekami wątroby. Moje niegdyś piękne i jędrne ciało przypominało ciało wyniszczonej życiem staruszki. Bywało, że leżałam na szpitalnym łóżku, czułam się całkiem dobrze, a w następnej sekundzie miałam karuzelę w głowie i napad wymiotów. Zdarzało się, że nie zdążyłam nachylić się do miski i brudziłam poduszkę. To było obrzydliwe i upokarzające. Czasem czułam się tak źle, że myślałam: nie mam siły walczyć, chcę umrzeć, niech to już się skończy, niech to cierpienie zniknie. Innym razem powtarzałam w duchu: Boże, błagam, chcę żyć, zniosę wszystko, tylko pozwól mi żyć! Taka huśtawka. Góra, dół, jeszcze większy dół, potem znowu góra, przypływ sił i optymizmu. I znowu dół. I tak dzień po dniu… Co było moją pociechą w tym okropnym okresie? Czytanie książek. Oglądanie filmów. Słuchanie muzyki. Internet sobie odpuściłam. Wiadomości ze świata mnie przytłaczały. Facebook i Instagram dobijały. Nie mogłam patrzeć na zdjęcia dokumentujące zwyczajne, dobre i zdrowe życie moich znajomych. Zazdrościłam im. Bo co ja mogłabym wrzucić do mediów społecznościowych? Fotkę kroplówki? Wenflonu? Nikt nie chce na to patrzeć, nikt nie chce o tym wiedzieć… Oprócz książek i filmów miałam też rozmowy z Bartkiem. Lubiliśmy snuć plany na przyszłość. Wszystkie nasze marzenia zaczynały się od wstępu: „kiedy już wyzdrowiejesz”. Kiedy już wyzdrowiejesz, pojedziemy w podróż poślubną do Hiszpanii. Kiedy już wyzdrowiejesz, weźmiemy psa ze schroniska. Kiedy już wyzdrowiejesz, pójdziemy na całonocną balangę z alkoholem. Czasem pytałam Bartka: – A jeżeli nie wyzdrowieję? Kładł mi wtedy palec na ustach i mówił: – Nie ma takiej możliwości. I to pomagało. Miał do mnie całe morze cierpliwości. Znosił mój płacz, przygnębienie, wybuchy złości. Kiedyś zrobiłam mu straszną awanturę, bo nie chciał przemycić do szpitala frytek, na które miałam ochotę, a których nie wolno mi było jeść. Nazwałam go wtedy bucem i dupkiem. Wcale się nie obraził. Był łagodny i wyrozumiały, ale przy tym stanowczy i rozsądny. Nie pozwalał mi się załamać, nie dawał mi zbłądzić. A jednak, wbrew pozorom, wcale nie był człowiekiem ze stali. Nigdy się chyba nie dowiem, ile kosztowało go trwanie przy mnie w chorobie Wiem tylko, że posiwiały mu włosy na skroniach, chociaż miał dopiero dwadzieścia pięć lat… Miałam ogromne szczęście. Białaczka się poddała. Po roku leczenia wyszłam ze szpitala i już tylko przyjmowałam w domu leki doustne. Po półtora roku byłam już praktycznie zdrowa! Jeździłam jeszcze do szpitala na kontrole, ale czułam, że już wszystko ze mną dobrze. Odradzałam się. Każda komórka mojego ciała krzyczała: jest dobrze! Odrosły mi włosy. Wróciłam na studia, skończyłam je i poszłam do pracy w szkole. A moje małżeństwo z Bartkiem? Rozkwitło. Pojechaliśmy w spóźnioną podróż poślubną do Hiszpanii. Nasz seks stał się namiętny jak nigdy wcześniej. Dawaliśmy sobie nawzajem mnóstwo czułości i miłości. W sypialni i poza nią. On cieszył się, że mnie odzyskał, że wyrwałam się ze szponów choroby, ja byłam mu wdzięczna za to, że mi w tym pomógł i nigdy ze mnie nie zrezygnował. Czy nie nachodziła mnie chęć, żeby odzyskać wolność i sprawdzić, jak to jest z kimś innym? Nie. Nigdy. Zrozumiałam, że nie chcę przeżywać przygód z innymi mężczyznami, bo największą przygodą życia jest przebywanie z tym wspaniałym człowiekiem, moim mężem. Choroba zabrała mi prawie dwa lata życia, ale dała coś w zamian: uświadomiła mi, jak bardzo kocham Bartka. Siedzę i patrzę na ścięty warkocz. Leżą przede mną moje włosy. Nie, choroba nie powróciła. Remisja trwa już pięć lat, więc chcę myśleć, że jestem bezpieczna. Obcięłam włosy, żeby podarować je fundacji, która robi peruki dla kobiet chorych na raka. Taki mały dar od serca dla tych, które przechodzą to, co ja przeszłam. Oby zwyciężyły jak ja, trzymam za nie kciuki. Na głowie mam teraz stylowego boba. U stóp przygarniętego ze schroniska psa Kajtka. Pod sercem dziecko – urodzi się już za miesiąc. U boku zaś mam jak zawsze mojego wspaniałego, ukochanego Bartka. Jestem szczęśliwa. Czytaj także:Uratowałam czyjeś dziecko, ale straciłam własne. Zapłaciłam najwyższą cenęO mały włos doszłoby do kazirodztwa. Przed ślubem okazało się, że mój ukochany to kuzynBeata w 7 dni wakacji miała 8 facetów. Jej narzeczony nie uwierzył i wziął z nią ślub Hiszpańska aktorka Penélope Cruz, która dotąd stroniła od portali społecznościowych, przełamała się i we wtorek utworzyła swój profil na Instagramie. Dzień nie był przypadkowy, albowiem wtedy rozpoczęły się zdjęcia do jej pierwszego filmu dokumentalnego, poświęconego dzieciom chorym na białaczkę. Historie małych pacjentów, ich rodziców i lekarzy, opowiedzianych w „Uno entre cien mil” (tłum. Jeden spośród stu tysięcy), mają uświadamiać o chorobie, na którą zapada blisko 300 dzieci rocznie w samej Hiszpanii. Praca nad filmem jest rezultatem współpracy aktorki z fundacją Uno entre cien mil wspierającą badania nad lekiem na białaczkę dziecięcą. W pierwszej publikacji Cruz przedstawia jednego z bohaterów filmu, 8-letniego Lucasa. Chłopiec jest jednym spośród stu tysięcy chorych, któremu udało się wygrać z rakiem. „Czuję się uprzywilejowana możliwością wysłuchania jego historii” – możemy przeczytać w opisie załączonym tuż pod krótkim wideo (do zobaczenia poniżej). Warto dodać, że w tym roku dla zdobywczyni Oscara to już drugi projekt traktujący o chorobie nowotworowej. We wrześniu do hiszpańskich kin wszedł film „Ma ma”, w reżyserii Julia Medema, w którym Cruz zagrała ciężarną kobietę, żonę i matkę, u której zostaje zdiagnozowany rak. Film będzie miał swoją premierę w Polsce 4 grudnia. Pacjent z ostrą białaczką szpikową trafia zwykle do lekarza rodzinnego, jest często osłabiony, ma infekcję i wymaga natychmiastowej pomocy. Musi być skierowany na oddział hematologiczny szpitala, a takie są we wszystkich województwach – mówili w czwartek śniadania prasowego zaznaczyli, że strategia terapii tej choroby w znacznym stopniu zależy od badań molekularnych mutacji w genach komórek nowotworowych. Zwiększa się wtedy szansa przeżycia lub przynajmniej wydłużenia życia chorego. Są dwa rodzaje ostrych białaczek, na co zwróciła uwagę prezes Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów prof. Iwona Hus. Najczęściej, bo w 85-90 proc. przypadków tej choroby, występuje ostra białaczka szpikowa. Pozostałe zachorowania przypadają na ostrą białaczkę limfoblastyczną. Powodem tych białaczek jest wielostopniowa transformacja nowotworowa komórek wczesnych stadiów rozwoju hematopoezy, czyli powstawania elementów krwi z komórek macierzystych. Ukrywają się za tym różnego typu mutacje, a we krwi pojawiają się tzw. blasty, czyli niedojrzałe komórki macierzyste krwi. One nie powinny się tam przedostawać w takiej postaci, przestają dojrzewać i zaczynają się mnożyć w sposób niekontrolowany, co jest charakterystyczne dla komórek nowotworowych. "Chory wymaga natychmiastowej pomocy, bo jego życie jest zagrożone" Blasty wraz z krwią przedostają się do narządów i upośledzają ich funkcję, powodują zaburzenia przepływu krwi. Skutkiem tego jest ogólne osłabienie organizmu i większa skłonność do infekcji. W takim stanie chory trafia zwykle do lekarza rodzinnego jest osłabiony, ma infekcje oraz niski poziom płytek krwi – tłumaczyła prof. Iwona Hus. Wymaga on natychmiastowej pomocy, bo jego życie jest zagrożone. Pacjent musi być skierowany do szpitala, najlepiej na oddział hematologiczny, który jest w każdym województwie. Trzeba jak najszybciej wykonać badania diagnostyczne. Przede wszystkim konieczne jest wykonanie biopsji aspiracyjnej szpiku kostnego oraz badanie histopatologiczne szpiku. Niezbędne są też badania molekularne pozwalające określić, jakie mutacje powstały w komórkach nowotworowych. Od nich zależy dopasowanie do pacjenta strategii leczenia, leków, na które lepiej zareaguje i takich, które w ogóle można u niego zastosować, stosowanych tzw. terapii celowanej. Prof. Iwona Hus zwróciła uwagę, że wiele zależy od wieku chorego, a tak się składa, że na ostrą białaczkę najczęściej chorują osoby starsze. „Mediana wieku chorych sięga 67 lat" – zaznaczyła. Ważny jest też ogólny stan chorego, czy występują u niego choroby współistniejące. Im lepszy stan, tym większa szansa na zastosowanie bardziej intensywnego leczenia. A wtedy jest też większa szansa na dłuższe przeżycie lub nawet wyleczenie. W pierwszej fazie terapii dąży się do uzyskania remisji choroby, czyli zmniejsza masy komórek nowotworowych. Z danych, jakie przedstawiła prezes Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów wynika, że w przypadku ostrej białaczki szpikowej udaje się to osiągnąć u 50-75 proc. chorych. W ostrej białaczce limfoblastycznej jest to możliwe u 75-90 proc. pacjentów. Niestety, u 10-30 proc. chorych, głównie w starszym wieku, już na tym etapie dochodzi do zgonów. W pozostałych fazach leczenia przeprowadza się tzw. konsolidację remisji, czyli dąży się do usunięcia choroby resztkowej (pozostających nadal w organizmie komórek nowotworowych). A następnie próbuje się zapobiec nawrotom choroby. Wykorzystuje się do tego leki w kolejnych liniach terapii oraz transplantację krwiotwórczych komórek szpiku kostnego - pozyskanych od dawcy lub spreparowanych z własnych komórek chorego. Przeszczepy te są jednak możliwe tylko u niektórych chorych. Największe szanse na pięcioletnie przeżycia mają młodsi chorzy U tych w wieku 15-34 lata połowa ma szansę przeżyć piąć lat od postawienia diagnozy. W przypadku pacjentów po 65. roku życia jedynie u co dziesiątego możliwe są przeżycia pięcioletnie. Według prof. Iwony Hus gorzej też rokują chorzy z tzw. wtórnymi ostrymi białaczki, do jakich czasami dochodzi po leczeniu chemioterapią, na przykład w raku piersi. Skuteczność leczenia poprawiają leki nowej generacji, jakie pojawiły się ostatnio na świecie. Nie wszystkie są jednak jeszcze refundowane w naszym kraju. Prezes Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów przyznała, że wiele nowych leków trafiało w hematologii do refundacji, jednak dostęp do kolejnych preparatów poprawiłby skuteczność leczenia. „Uznajemy działania resortu zdrowia podejmowane w ostatnich latach na rzecz poprawy systemu opieki nad chorymi z nowotworami krwi za obiecujące oraz wymagające kontynuacji. Wskazując obszary, w których wymagana jest poprawa, liczymy na gotowość do dialogu oraz wypracowania niezbędnych rozwiązań” – stwierdza Stowarzyszenie Chorych na Nowotwory Krwi i ich Bliskich w apelu opublikowanym podczas śniadania prasowego. (PAP) Autor: Zbigniew Wojtasiński mmi/ Anna Kaczmarska-Tabor Choroby nowotworowe stanowią drugą przyczynę zgonów w Polsce i na świecie. Mimo znacznego postępu medycznego w zakresie leczenia nowotworów w społeczeństwie nadal występują lękowe postawy wobec choroby nowotworowej. Postawy te są wynikiem społecznego podejścia polegającego na utożsamianiu nowotworu ze śmiercią (Cobb, 1959, 1972; Wrona-Polańska, 1985, 1996; Nęcki, Górniak, 1999). Każda choroba, a szczególnie ta o niepewnym rokowaniu, zagraża zdrowiu i życiu człowieka, budzi wiele obaw i wymaga wprowadzenia zmian w zakresie pełnionych ról społecznych czy realizowanych wartości. Diagnoza choroby nowotworowej oraz jej leczenie rzutują na życie pacjenta oraz rodziny i otoczenia; jest to proces, który wymaga gotowości do adaptacji i sprostania wyzwaniom, jakie niesie ze sobą choroba. [...] Opinie: Wystaw opinię Ten produkt nie ma jeszcze opinii Koszty dostawy: Odbiór osobisty zł brutto Kurier DPD zł brutto Paczkomaty InPost zł brutto Orlen Paczka zł brutto Kurier InPost zł brutto Kod producenta: 978-83-8294-028-2 Choroby nowotworowe stanowią drugą przyczynę zgonów w Polsce i na świecie. Mimo znacznego postępu medycznego w zakresie leczenia nowotworów w społeczeństwie nadal występują lękowe postawy wobec choroby nowotworowej. Postawy te są wynikiem społecznego podejścia polegającego na utożsamianiu nowotworu ze śmiercią (Cobb, 1959, 1972; Wrona-Polańska, 1985, 1996; Nęcki, Górniak, 1999). Każda choroba, a szczególnie ta o niepewnym rokowaniu, zagraża zdrowiu i życiu człowieka, budzi wiele obaw i wymaga wprowadzenia zmian w zakresie pełnionych ról społecznych czy realizowanych wartości. Diagnoza choroby nowotworowej oraz jej leczenie rzutują na życie pacjenta oraz rodziny i otoczenia; jest to proces, który wymaga gotowości do adaptacji i sprostania wyzwaniom, jakie niesie ze sobą choroba. [...] TytułUwarunkowania zdrowia osób bliskich wspierających chorych na białaczkę AutorAnna Kaczmarska-Tabor WydawnictwoImpuls ISBN978-83-8294-028-2 Rok wydania2021 Wydanie1 Liczba stron186 Formatepub, mobi -10% „Chowanna” 2016. T. 1 (46): Kierunki rozwoju etyki pedagogicznej i teorii wychowania moralnego Red. naczelna Ewa Syrek, redaktor części monograficznej Alicja Żywczok Intencją redaktora części monograficznej ("Kierunki rozwoju etyki pedagogicznej i teorii wychowania moralnego", red. Alicja Żywczok) było włączenie się w dyskusję dotyczącą funkcji oraz przedmiotu badań etyki pedagogicznej i teorii wychowania moralnego w obecnych warunkach społecznych, kulturowych, cywilizacyjnych i ekonomicznych, z nadzieją, że dyskusja zainspiruje odbiorców kultury do refleksji nad tradycyjnymi i nowoczesnymi zasobami kultury etycznej, wzorcami postępowania, jakością życia moralnego i stylem wychowania moralnego. Część ta tworzona była z przekonaniem o istotnej funkcji etyki w konstruktywnej zmianie obyczajów, poprawie relacji międzyludzkich, samokontroli i samodoskonaleniu. Strukturę części tworzy siedem artykułów przedstawicieli różnych nauk (pedagogiki, psychologii, filozofii) i ośrodków uniwersyteckich, zarówno naukowców znanych w kraju, jak i młodszych pracowników naukowych, jednak mających już w swej dziedzinie pewne osiągnięcia. Zastosowanie dedukcyjnego układu treści pozwala czytelnikowi przeanalizować w pierwszej kolejności artykuły o dużym znaczeniu teoretycznym, by następnie zwrócić uwagę na szczegółowe kwestie pedagogiczne przydatne zwłaszcza nauczycielom, wychowawcom, opiekunom i pedagogom; treść zainteresować również przedstawicieli nauk pokrewnych pedagogiki: filozofów, antropologów, socjologów i psychologów. Tematyka części tekstów tematycznie rozproszonych tomu oscyluje wokół takich zagadnień, jak: młodzież i kara pozbawienia wolności, wykorzystanie metafory stołu dla poszerzania myślenia andragogicznego, kategoria duchowości w pedagogice kontemplatywnej, percepcja wsparcia społecznego pacjentów z zaburzeniami odżywiania, psychologiczne mechanizmy moralności czy sens życia jako wyznacznik zdrowia oraz kategoria badawcza. -11% Aktywność asystentów rodziny Analiza narracji w ujęciu transwersalnym Monografia zawiera rozważania dotyczące aktywności asystentów rodzinnych. Autorka podejmuje próbę połączenia teorii naukowej – transwersalnej analizy aktywności Jeana-Marie Barbiera – z rozważaniami asystentów z pola praktyki. Jest to jednocześnie przykład wykorzystania koncepcji metateoretycznej do podejmowania refleksji nad praktyką. Publikacja może zaciekawić zarówno teoretyków, jak i refleksyjnych praktyków zajmujących się pracą socjalną z rodziną. Pierwsi mogą odnaleźć propozycję holistycznego i transwersalnego podejścia do analizowania aktywności, w którym uwzględniono różne jej przestrzenie, a drudzy – przykłady słownictwa, za pomocą którego będą mogli opisywać to, co robią w praktyce, nadając swoim wypowiedziom intencję naukową. Książka jest adresowana do osób poszukujących pogłębionego, naukowego namysłu nad praktyką pracy socjalnej. -9% Balbutologopedia – terapia, wspomaganie, wsparcie Kolejna publikacja z serii Dyskursy Logopedyczne, Studia Logopaedica Thoruniensia 1, została poświęcona problematyce niepłynności mowy – zagadnieniu często pomijanemu, chociaż oswojonemu w społeczeństwie. W tomie, który trafia do Państwa rąk, przedstawiamy ten problem w kilku kategoriach, w tym w ujęciu logopedycznym, najistotniejszym w zakresie zarówno diagnostyki, jak i prowadzenia działań naprawczych. Teksty pogrupowano w trzech rozdziałach, poświęconych kolejno: problemom terapii, wspomagania i wsparcia. Do podzielenia się wiedzą i doświadczeniem zaprosiliśmy przedstawicieli środowisk naukowych (z różnych ośrodków akademickich), a także terapeutów i osoby wspomagane. Jacek Błeszyński -9% Cieszyńskie Naukowe Forum Studenckie. T. 1: Między teorią a praktyką Cieszyńskie Naukowe Forum Studenckie to inicjatywa wydawnicza pracowników i studentów Wydziału Etnologii i Nauk o Edukacji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, nawiązująca do wielowiekowych cieszyńskich tradycji kształceniowych i publikacyjnych. Praca zbiorowa pt. Między teorią a praktyką zapoczątkowuje serię wydawniczą Cieszyńskie Naukowe Forum Studenckie – forum prezentacji i wymiany myśli przyszłych i początkujących pedagogów, animatorów, etnologów, które w przyszłości może przyczynić się do jeszcze większej aktywności naukowej, organizacyjnej i społecznej środowiska studenckiego i zainteresowania młodej kadry podejmowaniem badań naukowych. Tom pierwszy serii wydawniczej Cieszyńskie Naukowe Forum Studenckie zatytułowany Między teorią a praktyką prezentuje i upowszechnia autorski dorobek żaków. Obejmuje swą tematyką obszar nauk społecznych i humanistycznych, stwarza pole do namysłu nad współczesnymi zjawiskami edukacyjnymi, społecznymi, kulturowymi, psychologicznymi, ekonomicznymi i politologicznymi. Autorzy poszczególnych tekstów, studenci i absolwenci Wydziału Etnologii i Nauk o Edukacji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach podejmują próby ukazania związków teorii naukowych ze współczesną praktyką (społeczną, edukacyjną, kulturalną), rozpoznają nowe tropy kulturowe, budują krytyczny ogląd i perspektywę obrazu świata i życia społecznego. Publikacja gromadzi artykuły naukowe, komunikaty z badań, sprawozdania z konferencji, recenzje prac naukowych oraz materiały pomocnicze dla studentów. Prezentuje także doświadczenia krajowe i zagraniczne studentów oraz ukazuje działalność studencką. Praca zainteresować może głównie obecnych, przyszłych i początkujących pedagogów, ale także psychologów, socjologów, filozofów, badaczy kultury oraz osoby odpowiedzialne za kształtowanie polityki oświatowej i społecznej. -11% Coaching w poradnictwie zawodowym dla osób dorosłych Realia rynku pracy cechującego się różnorodnością, zmiennością, niestabilnością, nieprzewidywalnością, nielinearnością i w końcu wielkim ryzykiem mają silny wpływ na sposoby i możliwości kształtowania ścieżki zawodowej człowieka. W konsekwencji oznacza to konieczność dokonywania wyborów, nauczenia się świadomego planowania własnej kariery i innych obszarów życia, rozwijania umiejętności podejmowania decyzji edukacyjnych, zawodowych i całożyciowych. Nieprzewidywalność i niepewność środowiska pracy stała się signum temporis i wyzwaniem dla poradnictwa zawodowego. Sytuacja taka zmusza do postawienia pytania: jaka metoda pomagania jest „skrojona na miarę” współczesnych czasów, czyli nowej, ciągle i szybko przekształcającej się rzeczywistości? Odpowiedź i uzasadnienie, że taką metodą jest coaching, mający zastosowanie w poradnictwie zawodowym dla osób dorosłych, zawarta jest w niniejszej monografii. Problematyka podjęta w monografii wpisuje się w pedagogikę, a szczególnie w subdyscyplinę pedagogiczną – pedagogikę pracy. (ze wstępu) Książka jest warta przeczytania przez każdego dorosłego człowieka, bowiem bez relacji coachingowej, bez spotkania co najmniej dwóch osób, bez nazwania i wyrażenia własnych myśli, bez empatycznego otwarcia się […] – niemożliwe byłoby ani samopoznanie, ani indywidualny osobowościowy i zawodowy progres. […] Kompletne, wielowątkowe opracowanie poświęcone coachingowi w poradnictwie zawodowym jest potrzebne, tym bardziej że dotychczas takowego w polskim piśmiennictwie naukowym nie było. (Z recenzji wydawniczej dr hab. Urszuli Jeruszki, prof. APS) -28% Codzienność matek dzieci autystycznych Chociaż o autyzmie wiemy wiele w perspektywie biologicznej -genetycznej, to jest on przede wszystkim głębokim problemem psychologiczno-społeczno-wychowawczym. Dotyczy nie tylko dziecka z zaburzeniem, ale głęboko wnika w strukturę życia rodziny, czyniąc je innym, z doświadczeniami, które jest nam trudno sobie wyobrazić. Każda dodatkowa wiedza o autyzmie, szczególnie tym co czeka, co może spotkać matkę i ojca, a także rodzeństwo autystyka jest ważna. Waga ta jest dosłownie "do bólu konieczna". dr hab. Mariusz Jędrzejko, prof. WSBiP Ach, jakże wesoły tytuł, nieprawdaż? Ale pogoda za oknem jakoś nie zachęca mnie do wesołości. Poza tym jest zimno i coś ugryzło mnie w stopę, dzięki czemu chodzenie stało się wyjątkowo uciążliwe. Toteż napiszę posta, pomyślałam. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Filmów o umierających nastolatkach nie ma wiele. A przynajmniej takich, w których rzeczone nastolatki umierają na raka. No chyba że o jakichś nie wiem i/lub zapomniałam. No ale do rzeczy. (polecę chronologicznie) Szkoła uczuć (2002) Ach, któż nie zna tej historii? Któż nie wzdychał do Landona Cartera (Shane West), najpopularniejszego w szkole cwaniaczka, który jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (w roli różdżki Mandy Moore) zmienia się z lekkomyślnego nastolatka w dojrzałego, odpowiedzialnego mężczyznę. I jak to zwykle bywa w historiach o wielkiej miłości - coś poszło nie tak. Kiedy Landon przyznaje przed samym sobą, że jest w Jamie, dziewczynie skromnej, religijnej, na pozór zupełnie nie w jego typie, po uszy zakochany, okazuje się, że Jamie jest chora. I, cóż, bynajmniej nie jest to grypa. Natalie (Elizabeth Harnois) jest popularna. Bardzo popularna. Życie ma zaplanowane na co najmniej dwadzieścia lat do przodu. To życie to przede wszystkim świetnie zapowiadająca się kariera tenisistki oraz rodzice, których stać na wspieranie marzeń córki. Natalie jest bardzo pilną uczennicą i kiedy na lekcji chemii jej partnerem okazuje się być Keith (Jesse McCartney) - dziwak, ekscentryk i olewator - dziewczyna postanawia, że przebrnie przez to z uniesioną głową. Coś się jednak zmienia. Natalie jest zaintrygowana. W Końcu za sprawą Keitha klapki spadają jej z oczu i zaczyna dostrzegać rzeczy z szerszej perspektywy. Dociera do niej, że nie kariera, majątek i przyjaciele z wyższych sfer są najważniejsi. Ważna jest szczerość i życie dniem dzisiejszym. Z domieszką ekscentryczności. Natalie zakochuje się, a Keith łamie jej serce. Kiedy państwo Fitzgerald dowiadują się, że ich córka jest śmiertelnie chora i tylko przeszczepy od dawcy idealnego będą w stanie przedłużyć jej życie, postanawiają tego dawcę idealnego począć. Rodzi się Anna i już w wieku kilku lat przechodzi pierwszą operację, która ma pomóc starszej siostrze. Po latach kilkunastoletnia Anna (Abigail Breslin) wnosi pozew przeciwko swoim rodzicom. Pozew, który ma jej dać prawo do decydowania o sobie. Ma już dość operacji, ma dość bólu na rzecz Kate (Sofia Vassilieva), która i tak niedługo umrze. Sprawa jednak nie jest taka prosta, bo rodzice Anny wiedzą, że coś jest na rzeczy. Wiedzą, że dziewczynka kocha swoją siostrę i zawsze była gotowa pomóc, nawet jeśli oznaczało to ból i dyskomfort. Okazuje się, że Kate jest już zmęczona sztucznym utrzymywaniem jej przy życiu i decyduje, że już czas odpuścić. W ciągu kilku ostatnich dni życia wspomina swoje najszczęśliwsze chwile. Są wśród nich chwile spędzone Taylorem (Thomas Dekker), chłopakiem poznanym w szpitalu. Niech będzie teraz (2012) Tessa (Dakota Fanning) ma siedemnaście lat. Ma listę rzeczy, które chce zrobić zanim umrze. Tessa ma też białaczkę i brak szans na wyzdrowienie. Z pomocą Zoe (Kaya Scodelario) udaje jej się wcielić większość pomysłów w życie. Czego Tessa nie miała na swojej liście to zakochanie się w sąsiedzie Adamie (Jeremy Irvine), dzięki któremu Tessa spogląda na świat inaczej niż dotychczas i który towarzyszy jej aż do końca. Gwiazd naszych wina (2014) Podobnie jak w przypadku pierwszej pozycji, tę zna cała książkowa blogosfera. I nie tylko zresztą, bo nawet ci, co za książkami nie przepadają, pokochali Hazel Grace (Shailene Woodley) i Augustusa (Ansel Elgort) równie mocno. Ona ma raka tarczycy z przerzutami i za namową matki zgadza się wziąć udział w spotkaniu grupy wsparcia dla osób z rakiem. On raka ma już za sobą. Ten co prawda zabrał ze sobą jego nogę, ale resztę zostawił nietkniętą. Po przeczytaniu "Czasu udręki", ulubionej książki Hazel, dwójka wyrusza do Amsterdamu, chcąc spotkać się z autorem powieści. Na miejscu muszą przełknąć bardzo gorzką pigułkę. Van Houten (Willem Dafoe) okazuje się być strasznym ignorantem. W dodatku okazuje się, że Gus wcale nie wygrał walki z rakiem. Niektórzy pamiętają, inni nie, jak mówiłam, że "Zanim umrę", na podstawie której powstał "Niech będzie teraz", podobała mi się o wiele bardziej niż "Gwiazd naszych wina". Ta ostatnia była pełna niepotrzebnego patosu podczas gdy powieść Jenny Downham urzekła mnie swoją lekkością, mimo że temat niestety wybrała dość ciężki. W przypadku filmów było odwrotnie i mimo że oba bardzo mi się podobały, to jednak "Gwiazd naszych wina" wygrywa. Jeśli chodzi o resztę filmów w tym zestawieniu, to "Szkoła uczuć" z perspektywy czasu wydaje mi się dość mierna, "Bez mojej zgody" to film dość kontrowersyjny i trochę na siłę ckliwy, natomiast na punkcie "Keitha" miałam swego czasu niemałą obsesję i to zdecydowanie on jest w tym zestawieniu moim faworytem. Chcąc przydzielić tym pozycjom miejsca, sprawa wyglądałaby tak: 1. "Keith" 2. "Gwiazd naszych wina" 3. "Niech będzie teraz" 4. "Bez mojej zgody" 5. "Szkoła uczuć" Jak Wy przydzielilibyście miejsca? Widzieliście te filmy? Co o nich sądzicie? A może znacie podobne, które nie znalazły się w tym zestawieniu, a uważacie je za godne polecenia?

filmy o chorych na białaczkę